Zdrada, anal – sex opowiadanie erotyczne

Reading Time: 4 minutes

Ma przyjechać po mnie za pół godziny. Tak samo jak 3 lata temu, podobnie teraz ciągle nerwowo zerkam na komórkę, patrzę ile zostało, czy może że Just jest a ja zwyczajnie w świecie zignorowałam dźwięk komórki…
Schodząc na dół myślałam sobie: „zobaczysz go i Ci przejdzie, okaże się, że wcale nie jest taki przystojny, że przez te 3 lata i stres związany z jego życiem biznesowym postarzały się na tyle, że już Cię nie będzie pociągał…”
Szkoda tylko, że jak go zobaczyłam zapragnęłam by mnie przytulił … Ten sam Krzysztof, dla którego 3 lata temu straciłam głowę. Który 3 lata temu dal mi najlepszy seks jaki kiedykolwiek miałam. Mężczyzna przy którym tracę panowanie nad własnym ciałem. Pojechaliśmy nad urwisko i po prostu rozmawialiśmy. Dużo mnie kosztowało, by nie wskoczyć mu w objęcia. Wiedziałam, że potem byłby pocałunek, jego dotyk i miałby nade mną pełną kontrolę…. Powtarzałam sobie: „Masz faceta, który Ci kocha i nie możesz mu tego zrobić…” Jest prawdziwie męskim biznesmenem, kręci mnie sam on, jego sposób bycia i wygląd, a jak dodać do tego jeszcze, że jest mega bogaty… Oczywiście wyobraźnia robiła swoje, chciałam by mnie przytulił, pocałował w szyję, podrapał za uszkiem i spytał, czy chcę poczuć jak bardzo mnie pożąda. Chciałam by położył moją dłoń tak bym poczuła, że jego ogromny penis już nie może się doczekać…. Nic z tych rzeczy się nie wydarzyło.
Odwiózł mnie mnie do domu, przytulając na dowidzenia, a Ja byłam mega dumna, że wytrzymałam i coraz bardziej zastanawiałam się nad tym, czy obecny związek ma sens i czy zaproszenie przystojniaka do mnie, pod pretekstem wspólnej rozmowy nie skończy się zdradą….
Zadzwonił następnego dnia wieczorem, a pół godziny później był już u mnie. Tym razem nie obyło się bez przyjemnego przywitania z moim mierzącym 198 cm gościem. Przytulał mnie bardzo długo i poczułam, jak niby od niechcenia jego dłoń dotyka mojej szyi, ucha … Uczucie jego lekkiego oddechu na mej skórze wywołało dreszcze, ale też obudziło resztki zdrowego rozsądku. Zaczęłam oprowadzać go po mieszkaniu, zostawiłam tylko jedne zamknięte drzwi, za którymi stało wielkie łóżko. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zamiast zignorować ten fakt i ułatwić nam obu niełatwą sytuację, zapytał co tam ukrywam. Zapewniając sama siebie, że dam rade, otworzyłam drzwi i powiedziałam:
– Tu powinny mieć miejsce bardzo przyjemnie chwile, pełne rozkoszy… – tak wypaliłam coś w tym stylu, jednocześnie okłamując sama siebie, że dam rade i mu nie ulgnę….
– A nie mają? – zapytał przekornie z tym swoim powalającym uśmiechem
– No wiesz, sex z moim facetem do tego z Tobą się nie umywa… – nie mogłam chyba powiedzieć nic bardziej prowokującego.
Podszedł do mnie, odgarnął moje włosy za ucho i szepnął:
– Wtedy to była tylko próbka moich możliwości…
Jedyne co w tym stanie z siebie wydusiłam to ciche jęknięcie, które było dosyć jednoznaczne…
Poczułam jak całuje mnie po szyi, wsuwa ręce pod spodniczkę i łapie za tyłek. Mój oddech przyśpieszył, nogi zaczęły bezwładnie się uginać, a ja już nawet nie myślałam o obronie. I wtedy usłyszałam:
– Mam przestać piękna?
W odpowiedzi nasze usta się spotkały, zaczęliśmy się delikatnie całować, po czym jego język znalazł mój i już leżeliśmy objęci na tym wielkim łóżku, którego miał nie zobaczyć. Poczułam, że jego penis jest już twardy, wiedziałam że ja już jestem wilgotna, i że to będzie najpiękniejszy wieczór na tym łóżku. Zdjął mi koszulkę, nie przestając całować rozpiął stanik i zaczął delikatnie dotykać piersi. W myślach prosiłam by nie przestawał, jednocześnie rozpinałam mu koszulę i całowałam jego szyję schodząc coraz niżej… Pasek rozpięłam bardzo szybko, dżinsy zsunęłam wraz z bokserkami i zobaczyłam coś, co nie miało prawa się we mnie zmieścić. Chyba zobaczył przerażenie w moich oczach, bo powiedział:
– Spokojnie na początku będę bardzo delikatny.
Nasze usta znów się spotkały a moja ręka mogła dotknąć jego sprzętu. W pewnym momencie poczułam, że jego palce zahaczają o moją bieliznę i moje podniecenie sięga zenitu… Jego palce wsunęły się dosłownie na chwilę w dziurkę i zalał mnie fala rozkoszy, wiedziałam, ze jeszcze jeden ruch i wybuchnę. Wyczuł to, wysunął palce i zaczął zdejmować ze mnie resztę garderoby. Gdy już leżeliśmy całkiem nago zapragnęłam zasmakować mojego kochanka. Moje usta zaczęły delikatni całować główkę, słyszałam, że jego oddech przyśpiesza, ale dalej chciałam się droczyć. Przejechałam językiem do samego dołu, aż po jądra… Wróciłam do całowania ustami samej góry, delikatne pocałunki zaczęły zmieniać się w ssanie góry jego przyrodzenia. Zastanawiałam się, ile jeszcze wytrzyma, i wtedy wsadził mi prawie połowę do buzi, moje zaskoczenie przegrało z pragnieniem, zaczęłam go ssać masując jednocześnie jądra. Wiedziałam, że więcej niż połowy nie zmieszczę, że jest za długi, ale chciałam to dla niego zrobić. Wsunęłam go sobie najdalej jak mogłam i wtedy lekko odepchnął moją głowę dysząc:
– Chcę dojść w Tobie więc musisz przestać.
Przerzucił mnie na plecy, zaczął całować sutki i paluszki delikatnie zawędrowały do dziurki, po czym przeszły wyżej, rozprowadzając przy tym moje soczki, zaczął pieścić moją łechtaczkę. Zaczęłam jęczeć coraz głośniej, wiedziałam, że już dłużej nie wytrzymam i wtedy usłyszałam :
– Spokojnie, ty możesz dojść już teraz
– Ale tak nie można …. – próbowałam nieudolnie protestować
– To ja decyduję czy można – odpowiedział swoim stanowczym, męskim głosem.
Po chwili poczułam, że dochodzę. Zaczęłam krzyczeć i wić się… A on z uśmiechem na twarzy wsunął paluszki do dziurki dokańczając dzieła…
Nie dał mi nawet chwili odpocząć, odwrócił na brzuch i kazał się wypiąć. Bardzo powoli zaczął wsuwać go we mnie, centymetr po centymetrze, jednocześnie pieszcząc moje piersi. Wiedziałam jaki jest jego cel i już mnie to nie przerażało. Wypięłam się najlepiej jak umiałam i zaczęłam poruszać razem z nim, aż usłyszałam :
– W końcu, jestem cały w tobie, teraz czas na prawdziwego mnie.
Dostałam klapsa i to nie jego. Krzysztof bardzo przyspieszył, a jego ruchy były coraz mocniejsze. Zaczęłam czuć uderzenia jego penisa o mój środek, to było cudowne uczucie bólu, którego pragnie się jeszcze i jeszcze…
– Proszę Cię, tylko nie przestawaj – wydusiłam, wiedząc, że nadchodzi chwila rozkoszy
– Ja dopiero zacząłem
Napierał na mnie najmocniej jak się dało. Złapał za włosy i zaczęło się prawdziwe rżnięcie. Co raz dostawałam mocne klapsy. Po kilku minutach zaczął pieścić paluszkiem d**gą dziurkę… nie zwalniając przy tym tępa. W momencie kiedy jego palce zaczęły wchodzi w d**gą dziurkę usłyszałam:
– Teraz dochodź, razem, już.
Zalała mnie fala rozkoszy, większa o tyle, że w tym samym momencie on zaczął jęczeć. Poczułam, jak dochodzi razem ze mną, wypełniając mnie swym nasieniem. Wykonał jeszcze 3 ruchy, po czym położył się obok mnie z chytrym uśmiechem.
– Podobał osię? – zapytał
– Bardzo, chyba za bardzo…. – ledwo wydukałam
– To dobrze, bo za godzinkę uderzę ze zdwojoną mocą i mam zamiar wykorzystać ten sprzęt- mówiąc to wskazał na wibrator, który powinien być schowany a leżał po prostu na szafce
– Ale ja nie dam rady ponownie… – chyba próbowałam się bronić
– A to ja zadbam, tak samo jak o nawilżenie d**giej dziurki zanim się tam wsunę
Wiedziałam, że nie odpuści i, że dzisiaj pierwszy raz przeżyję anal…

Sierpniowy urlop – sex opowiadanie erotyczne

Reading Time: 12 minutes

Maj, czerwiec i połowę lipca miałam wyjątkowo ciężką i gdy się już przewalił ten nawał pracy miałam chęć pójść na urlop. Szef mój powiedział mi, że jego znajomy ma działkę w Borach Tucholskich, gdzie są pokoje do wynajęcia i że mogła bym tam pojechać. Wykonał odpowiedni telefon i okazało się, że w połowie sierpnia, na tydzień mogę tam pojechać. Nawet faksem otrzymałam mapkę, jak trafić. 18 sierpnia, w sobotę wsiadłam w samochód i po kilku godzinach dojechałam do pewnego miejsca, ale rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana i od głównej drogi jechałam, będąc pilotowana przez telefon. Podjechałam do wskazanego mi miejsca i zaczęłam się rozglądać, gdzie ja jestem. Po zapoznaniu się gospodarz wskazał mi mój pokój. I tutaj kilka słów dotyczących „działki” Było to kiedyś wiejskie siedlisko gospodarcze, które młodzi ludzie przekształcili w gospodarstwo agroturystyczne. Powiedzenie „działka” jest umowne, bo ogrodzony teren wynosi 18 hektarów, natomiast cała własność gospodarza to 180 hektarów pół, łąk a przede wszystkim lasów. Południową granicę działki, na długości 4,5 km stanowi koryto rzeki Wdy. Gospodarze mieszkają w „Starym domu” , to znaczy w domu postawionym na obrysie starego domu, ale ze starym domem nie ma to nic wspólnego. Jest to normalny współczesny dom, z pełnym standardem. Niedaleko domu gospodarzy jest „Obora” I znowu to samo. Ze starą oborą ma to tyle wspólnego, że stoi w tym samym miejscu. Jest tam kuchnia, jadalnia dla turystów w której stał drewniany stół, przy którym mogło zasiąść 18 osób oraz duży węzeł sanitarny. Dalszy obiekt to „Stodoła” przerobiona na pokoje gościnne. Dwa pokoje dwuosobowe na dole, dwa na górze, każdy z własnym węzłem sanitarnym. Ponadto były dwa domy gościnne dla 18 osób każdy oraz dwa domki kempingowe typu „Krokus”, również wyposażone w węzeł sanitarny. Całość dopełniała okrągła wiata z paleniskiem na środku i otworem w dachu, częściowo osłonięta, że stołami, przy których mogło usiąść około 20 osób. Oprócz tego na terenie gospodarstwa był urządzony kort tenisowy, boisko do siatki i basen o wcale nie małych wymiarach 18 x 6 m. Ja zostałam zakwaterowana sama w Krokusie, co mi zupełnie odpowiadało. Rozpakowałam się, odpoczęłam i określonej godzinie poszłam na kolację. Okazało się, że w stołówkowej „Oborze”, oprócz mnie jedzą tylko goście z jednego domu oraz wczasowicze ze „Stodoły”. Pozostali goście prowadzą własne gospodarstwa. Natomiast po kolacji, przy ognisku spotkaliśmy się wszyscy. Wówczas dowiedziałam się, że w domach są małżeństwa z dziećmi, stodołę też zamieszkują pary w różnym wieku, natomiast drugiego „Krokusa” zamieszkiwało dwóch studentów, którzy dorabiali sobie w Nadleśnictwie. Gospodarz przynosząc kiełbaski na ognisko, bardzo ładnie mnie przedstawił, ja widząc, że inny przynieśli z sobą inne zaopatrzenie też poszłam do domku i przyniosłam pół litra wódki. W trakcie trwania biesiady ja jakoś wylądowałam pomiędzy studentami. Podczas rozmowy okazało się, że są z jakiejś tam uczelni i zadaniem ich jest chodzenie po lesie i identyfikowanie, jak to uczenie powiedziano „specjalnych tworów przyrodniczych”, chodzi o bobry, które zostały w ten obszar przeniesione i nie mając naturalnych wrogów plenią się w sposób niekontrolowany, powodując poważną dewastację środowiska. Dalej rozmowa toczyła się o wszystkim i o niczym, a ponieważ ja byłam trochę zmęczona podróżą, w pewnym momencie podziękowałam i poszłam spać. Następny dzień, niedziela upłynął w błogim lenistwie i wylegiwałam się w słoneczku na tarasie. Wzięłam ze sobą kilka książek, więc się nie nudziłam. Wieczorem znowu ognisko, ja już trochę zaprzyjaźniona z Towarzystwem, znalazłam się ponownie w grupie „Studenckiej”, wypytując ich o szczegóły ich pracy. To, co mówili zaczęło mi się podobać, penetrując wyznaczone przez Leśniczego kwartały lasu, dokumentując to, co znajdują. Zainteresowało mnie to i zapytałam, czy nie mogłabym z nimi pójść. Zgodzili się i umówiliśmy się, że następnego dnia pójdę z Karolem i Markiem, bo tak się nazywali. Obaj byli wysokimi, dobrze zbudowanymi młodymi mężczyznami. Rano, odpowiednio ubrana, przyszłam na miejsce zbiórki i prawie cały dzień włóczyliśmy się po lesie. Wróciliśmy do domu po południu a na wieczór zaprosiłam ich, aby im podziękować za mile spędzony dzień. Usiedliśmy przy drinku, nawiązała się sympatyczna atmosfera, podczas której zaproponowałam im mówienie sobie po imieniu. Pijąc symbolicznego bruderszafta cmoknęłam się z Karolem, ale Marek przypiął się do moich ust mocno i poczułam merdanie jego języczka. Ale na tym się skończyło i o stosownej porze rozeszliśmy się, aby być wypoczętym na następny dzień. Wtorek minął tak samo, ale wieczór już był bardziej „weselszy”. Po powrocie z lasu wzięłam natrysk i przebrałam się w bluzeczkę z dosyć dużym dekoltem oraz w krótką, zwiewną spódniczkę. Po wypiciu drinka, w ramach regeneracji utraconych sił, chłopcy siedząc obok mnie na łóżku zaczęli mnie pieścić. A to głaskali po plecach, a to po ramionach, aż doszli do kolan i jakby od niechcenia próbowali podsunąć do góry spódniczkę. Ja jednak wzięłam w znaczący sposób rękę Karola, prosząc, aby nalali do szklaneczek. Jakby moment przerwy, ale chłopcy nie rezygnowali i ponownie zaczęli zwiedzanie mojego ciała. W tym momencie zaczęło mi to sprawiać przyjemność, więc nie protestowałam, gdy Marek wsunął mi rękę za dekolt, chwytając w swoje duże dłonie moje piersi. Zorientował się, że nie jest mu zbyt wygodnie, bo ją wyjął i wsunął od dołu bluzki. Jednocześnie Karol wsunął swoją dłoń między nogi próbując dojść do samego końca. Gdy ręka jego doszła do majteczek poczuł, że są one w odpowiednim miejscu mokre, więc spojrzał na mnie i lekko mnie popychając do tyłu położył na łóżku. Czując się już mocno podniecona, odsunęłam rękę jednego i drugiego, mówiąc – poczekajcie, rozbiorę się. Rzeczywiście, wzięli ręce, ja wstałam, rozebrałam się, położyłam się na łóżku, mówiąc im jednocześnie, że dzisiaj tylko pieszczoty. Chyba zrozumieli, bo Marek całując mnie intensywnie pieścił moje Piersi, natomiast Karol długo gładząc mój Brzuszek doszedł do miejsca, kiedy mógł wsunąć swoją dłoń między moje nogi i dotknąć całej Cipki. Takie pieszczoty spowodowały, że ich pałeczki zrobiły się i duże i twarde. Wówczas usiadłam na łóżku, oni stanęli przede mną, ja chwyciłam ich pałeczki i biorąc je do ust, raz jedną, raz drugą, dalej ich podniecałam, aż przyszedł moment, że nie wytrzymali i prosto na mnie spłynęły dwa ciepłe strumienie. Podziękowałam im, mówiąc, że czas spać, bo jutro też jest dzień i czas obowiązków. Ale ta środa już była inna. Owszem, rano poszliśmy do lasu, ale gdzieś po dwóch godzinach, akurat była to jakaś przecinka, chłopcy stanęli, Karol za mną, Marek przede mną, położył mi ręce na ramionach i zaczął całować. Karol chwycił mnie za biodra, przesunął ręce do przodu, odpiął guzik od spodni, rozsunął zamek i zaczął je systematycznie zsuwać w dół. Prawdę mówiąc, już wczoraj miałam na nich chęć, to też dzisiaj się nie broniłam. Marek cały czas trzymając mnie w ramionach całował, abym nie mogła nic powiedzieć, a Karol delikatnie wsunął rękę między nogi, szukając stosownej Dziurki, a gdy ją znalazł wypełnił ją swoim palcem. Poczułam go głęboko, a gdy zaczął nim coraz mocniej napierać robiło mi się coraz przyjemniej. Aż przyszedł moment, kiedy Cipka puściła swoje soki, więc odsunęłam rękoma się od ust Marka, mówiąc – dajcie mi zdjąć spodnie. To poskutkowało, przytrzymali mnie, ja zdjęłam buty, zdjęłam spodnie, ponownie założyłam buty i opierając się rękoma o dosyć wysoki pieniek wystawiłam im swoje biodra. Pierwszy wszedł Karol, poczułam go mocno, bo pomimo młodego wieku, jego pałka nie należała do najmniejszych. Czułam, jak się dobija do mojej szyjki ulegając coraz większemu podnieceniu, aż przyszedł moment, kiedy mocno jęknęłam, czując, że on też dochodzi. Wsunęłam w krocze podpaskę, kilka mam ich zawsze w swoim plecaczku i poprosiłam o chwile oddechu, ażeby czegoś się napić. Rzeczywiście łapczywie wypiłam kilka łuków wody, którą mieli z sobą i tak samo wystawiłam się Markowi. Ta krótka przerwa spowodowała, że moja Cipka też odetchnęła, a przez to czułam go równie dobrze, jak Karola. W tej leśnej ciszy słychać było tylko obijanie się jego bioder o moje, moje pojękiwanie i jego przyspieszony oddech, aż przyszedł moment spełnienia. Ja mocno jęczałam, on prawie krzyknął i wlał we mnie całą zawartość swojej pałki. Chwila oddechu, ubieranie i poszliśmy dalej, oni wykonywać swoje obowiązki, a ja spacerować z nimi, robiąc dla siebie, co ciekawsze zdjęcia.
Wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad i ja poszłam się położyć. Kontrast po miejskim powietrzu, atrakcje „lasu” spowodowały, że się nawet zdrzemnęłam. Obudzili mnie na kolację, a po niej znowu wylądowaliśmy u mnie. Ponieważ było ciepło, przyszli tylko w koszulkach i szortach. Tym razem ja przejęłam inicjatywę, poprosiłam Karola, aby się położył na łóżku, ale dosyć wysoko, oparłam się na jego biodrach rękoma regulując sobie głębokość zanurzania jego pałki w usta. Na Marka nie trzeba było długo czekać. Poprawił trochę ustawienie moich bioder, rozsunął lekko nóżki i już siedział we mnie. Tego chciałam, co Marek pchnął mnie z tyłu, to głębiej lądowała w moich ustach pałka Karola. On leżąc swobodnie na łóżku ręce swoje położył na moich ramionach tak, abym przypadkiem nie wypuściła jego pałki z ust. Tym sposobem czułam obu, ale niezbyt długo, bo Marek szybko się podniecił, poczułam jak tężeje, zrobiłam się też mocno podniecona i za moment poczułam jak we mnie leje zawartość swojej pałki. Karol był mocno podniecony, ale mnie się nie chciało podnieść z łóżka, więc pozwoliłam mu wstać, poprosiłam, aby sięgnął z półki w łazience krem, posmarował się i wszedł w moją Pupę. W pierwszej chwili był zdziwiony, ale gdy go pogoniłam, że szkoda czasu, zwinął się migiem i za moment poczułam, jak delikatnie smaruje moja dziurkę, po to, aby po chwili dostawić do niej swoją pałkę. Marek mu pomógł, rozciągnęli pośladki na boki i po chwili już napierał na moją dziurkę. W pierwszej chwili stawiała opór, ale niewielki i wpuściła go do środka. Czułam go bardzo mocno, jak się we mnie rozpycha, rozległ się charakterystyczny dźwięk uderzających o siebie bioder, po których poczułam, jak wypełnia mnie wypuszczona z jego pałki sperma. Pomogli mi się podnieść, dostali po dużym buziaku i poszli do siebie spać. Na czwartek ja zamówiłam sobie leniuchowanie bierne. Prawie cały dzień przeleżałam czytając i opalając się. Po obiedzie przyszedł gospodarz, usiadł na schodkach i zaczęliśmy rozmowę właściwie o wszystkim i o niczym, jak mi jest, jak mi się podoba. Wiedząc, że mam jeszcze jakieś zapasy zaproponowałam, aby wszedł i wypił ze mną po kieliszku wódki. Zgodził się, ale od razu zastrzegł, że później przyjdę do nich na ich wódeczkę. Wziął ode mnie butelkę, nalał do kieliszków, wypiliśmy po jednym. Na jednej nodze to tylko bocian umie stać, więc wypiliśmy po drugim. Uznałam, że jest miło i sympatycznie, więc zaproponowałam Bruderszaft, zaznaczając, że z żoną wypije później. Zgodził się, nalał do kieliszków, wypiliśmy i oboje wystawiliśmy usta do symbolicznego pocałunku. Ale tutaj niespodzianka. Gospodarz objął mnie ramieniem i jak się przypiął do moich ust, tak nie puszcza. Odstawił swój kieliszek na stół, następnie mój i mając wolną jedną rękę szybko spuścił ją na moje pośladki, mocno je do siebie przyciskając. Postanowiłam nie być mu dłużna i spuszczając swoją rękę w dół sprawdziłam stan jego „posiadania”. Ponieważ przyszedł w podkoszulce i szortach kontrola okazała się być skuteczna, odsuwając delikatnie jego usta od moich ust stwierdziłam – trzeba się rozebrać i położyć na łóżko. nie było żadnej dyskusji, za nim ja zdjęłam bluzkę i spódniczkę, on stał już nagi, ukazując gotową do boju swoją pałkę. Zdjęłam majteczki, staniczek i wsunęłam się na łóżko, on po chwili był już na mnie a za moment poczułam jak wdziera się we mnie jego „argument”. Był to rzeczywiście argument dojrzałego mężczyzny, co znowu przy mojej budowie dało wyjątkowo dobre wrażenie. Czułam go niesamowicie mocno, a każde jego pchnięcie dochodziła bardzo głęboko. Ten stan rzeczy spowodował, że moja Cipka szybko puściła soki, a ja cała ulegałam systematycznemu podnieceniu, osiągając wyjątkowy poziom podczas jego strzału. Chwilę na mnie poleżał, po czym wstał i powiedział – jeszcze się spotkamy. Po takiej uczcie nie bardzo miałam ochotę wieczorem na chłopaków, ich to trochę zmartwiło, ale umówiliśmy się na następny dzień, że pójdę z nimi. Piątek znowu „żarówa” lała się z nieba, ja wyszłam w bluzce, którą zaraz za płotem zdjęłam i w luźnych szortach. Po wejściu w las, wzięłam ich za ręce mówiąc, że mam chęć nadrobić wczorajszy wieczór i życzę sobie szybka sztafetę. .Reakcja była błyskawiczna i za moment już nie było na mnie nic tekstylnego. Akurat znalazło się właściwe miejsce, na którym mogłam bezpiecznie przyklęknąć, umożliwiając chłopcom wejście we mnie od tyłu. Trzeba przyznać, że spisali się dobrze, Karol był doprowadzając mnie do orgazmu, Marek ten orgazm powtórzył. Po tych „ćwiczeniach” musieliśmy chwile odpocząć i poszliśmy dalej. Chłopcy ogłosili konkurs na najładniejszą szyszkę świerkowa. Szyszki świerkowe mają taki wydłużony, cylindryczny kształt, są dosyć długie i grube. Nie zastanawiając się głębiej nad sensem tego konkursu dalej chodziliśmy po lesie, oni notowali swoje spostrzeżenia, ja próbowałam zrobić jakieś ciekawsze zdjęcie no i zbierałam te szyszki. W ten sposób doszliśmy do miejsca, gdzie miał bardzo ładne zakole leśny strumyk. Ja postanowiłam się w nim opłukać, chłopcy zresztą też, ale później trzeba było się wytrzeć. Najpierw chłopcy wytarli mnie, a później siebie. W tym ich wycieraniu postarałam się wziąć aktywny udział. W miejscu, gdzie, można powiedzieć, biwakowaliśmy był duży kamień, na którym ja usiadłam, tym sposobem mogłam mieć przed sobą ich obu, a właściwie ich wiotkie jeszcze w tym momencie pałeczki. Ale mój języczek okazał się na tyle sprawny, że po chwili ich pałeczki nabrały właściwych kształtów i sytuacja się zmieniła. Wykorzystując wysokość tego kamienia mogłam się o niego wygodnie oprzeć rękoma, wystawiając w odpowiedni sposób biodra. Tym razem Marek był pierwszy rozpychając się w mojej Cipce bardzo mocno, co spowodowało głośne moje pojękiwanie narastającego podniecenia, aż poczułam jak pęcznieje i dochodzi do wytrysku. Skwitowałam to głośnym krzykiem. Woda była, blisko, więc szybko podmyłam się, aby pałka Karola nie straciła swojej mocy, ale tym razem położyłam się na kamieniu plecami, co dało trochę więcej swobody Karolowi, a przez to mocniej go czułam, tym bardziej, że pode mną był twardy kamień. Każde jego pchnięcie czułam bardzo głęboko, przez co moje podniecenie przyszło dosyć szybko, a gdy tylko poczułam, jak tężeje przed końcowym skokiem, oboje wydaliśmy z siebie okrzyk uniesienia i zadowolenia. Już później doszliśmy spokojnie do domu. Wieczorem przyszli z własnym zaopatrzeniem, to znaczy przynieśli kilka opakowań piwa. Ja na nich popatrzyłam pytając, gdzie ich szyszki, przecież była umowa, że czyja ładniejsza ten wygrywa, a pozostali stawiają piwo. Popatrzyli na mnie stwierdzając, że oni uznali, że moje szyszki wygrywają, więc oni stawiają piwo. No dobrze, w takim razie, jaki sens był, abym ja targała po lesie kilka szyszek. Stwierdzili, że mi to zaraz wyjaśnią, póki, co, poszło po jednym piwie. Otóż rozłożyli te szyszki na stole, kazali mi wybrać dwie, wybrałam z nich dwie najdorodniejsze. No i tu wyszło szydło z worka. Chłopcy oświadczyli mi, że wybrane przeze mnie szyszki będą dzisiaj służyły nam do wzmocnienie naszych pieszczot, wyjmując z kieszeni kilka opakowań prezerwatyw. Z reguły to ja miałam zawsze z sobą najróżniejsze gumki, bo nigdy nie wiedziałam, kiedy i co mnie spotka. Widząc moje zdziwienie Karol pierwszy sięgnął po jedną z szyszek, rozpakował paczkę i zaczął na nią nakładać, najpierw jedną, następnie drugą prezerwatywę. Po chwili Marek zaczął to samo, tyle tylko, że Marek końcówkę swojej szyszki mocno naciągnął i skręcił tak, jak skręca się nadmuchany balon, po czym wyjął z kieszeni kilka centymetrów sznurka typu szpagat i pokazał mi, abym w tym miejscu ją obwiązała. Po takich przygotowaniach zapytali mnie, kto ma zaczynać pierwszy, wskazałam na Karola, bo był bliżej. On poinformował mnie, że poprzedniego wieczoru zaproponowałam mu pieszczoty w Pupę, on tego nie kwestionuje, dzisiaj ma też ochotę na takie same, ale wcześniej ubrana przez niego szyszka ma się znaleźć w mojej Cipce. Spojrzałam na niego, ale on już podał mi rękę, abym mogła wstać od stołu, położyłam się w poprzek łóżka, a on, nachylając się nade mną, zaczął mnie pieścić swoimi ustami, zsuwając się coraz niżej. Przyszedł moment, kiedy usta jego znalazły się na przy Cipce a język jego rozchylał wejście do tego gniazdka. Bardzo mnie to podnieciło, czego efektem było puszczenie przez Cipę soków namiętności. Wówczas Karol sięgnął po swoją szyszkę , przyłożył ją do gniazdka i tym grubszym końcem zaczął ją wsuwać. Cipka moja jest dosyć skromna, więc tej wielkości szyszka to było dla niej duże wyzwanie i bardzo mocno czułam, jak się w niej rozpycha, aż weszła prawie cała. Wówczas Karol podłożył mi pod biodra zwinięta poduszkę, rozsunął mocno nogi układając w pozycji „na pagony” i zaczął wsuwać się w Pupę. Jego pałka napierała bardzo mocno, wejście Pupy puściło i zaczął wsuwać się do środka. Czułam, jak się rozpiera, jak wsuwa się coraz głębiej, aż biodra jego znalazły się, przy moich. Wówczas rozpoczęło się „Ładowanie pieca”, każde jego pchnięcie czułam gdzieś wyjątkowo głęboko, aż poczułam jak wypełnia się tam przestrzeń wystrzelona z jego pałki. Powolutku wysunął się, wyjął też swoją „zabawkę”, a ja mogłam chwile odpocząć. Umyłam się, usiadłam, aby się napić, wówczas Karol poinformował mnie, że następnego dnia, w sobotę zapraszają mnie na spływ kajakowy Wdą od Wdeckiego Młyna aż do Tlenia. Rano Gospodarz nas zawiezie na miejsce wypłynięcia, po południu przyjedzie nas odebrać z Tlenia. Bardzo mi się ta propozycja spodobała, ale w tym momencie Marek skwitował krótko, spływ jutro, ale teraz to kolej na mnie i pokazując mi swoja szyszkę, tę „na uwięzi”, stwierdził, że ona ma chęć znaleźć się w mojej Pupie. Domyślałam się tego, więc weszłam na łóżko i wystawiłam Pupę do góry, Marek ją dobrze nasmarował, po czym, na szczęście tym węższym końcem zaczął ją wsuwać. Napierając silnie Pupa puściła i zaczął mi ja wsuwać do środka. Nie da się ukryć, była zdecydowanie większa, niż pałka Karola, wchodziła ciasno i bardziej wypełniała przestrzeń Pupy. Gdy już ją całą wsunął poprawił się i przystawił swoja pałkę do Cipki. Ta, mając już koleżankę u góry wpuszczała pałkę Marka z dużymi oporami. Mocno pojękiwałam, kiedy się wsuwał, ale gdy już wszedł czułam go doskonale. Każdy jego ruch, każde pchnięcie kwitowałam pojękiwaniem, które przechodziło w coraz to wyższe tony, kiedy narastało nasze podniecenie, aż zaczęłam krzyczeć, dochodząc do orgazmu. Padłam kompletnie wyczerpana. Marek delikatnie wyciągnął swoją „zabawkę”, daliśmy sobie po Buziaku i chłopcy poszli spać do siebie. Ja jeszcze chwilę leżałam, ale też zaraz umyłam się i poszłam spać. Następnego dnia z rana pojechaliśmy do na umówione miejsce, chłopcy wypożyczyli dwa kajaki, po drodze nabyli kilka opakowań piw i ruszyliśmy w drogę. Rzeczywiście, było to coś wspaniałego, fragmentami wręcz dziewicza przyroda, nie tknięta ręka człowieka. Na początku ja płynęłam z Markiem, gdzieś w połowie drogi było piękne zakole i piaszczysty brzeg, to zrobiliśmy sobie dłuższą chwile na opalanie, dalej płynęłam z Karolem. Późnym popołudniem dopłynęliśmy do stanicy PTTK w Tleniu, zdaliśmy kajaki, a na parkingu czekał na nas już Gospodarz, aby zawieść do domu. W pewnym momencie wjechaliśmy w las, ponieważ jechałam ta droga pierwszy raz, nie bardzo wiedziałam którędy jedziemy, aż gospodarz skręcił w bok, na leśny parking. Zatrzymał się, chłopcy zaczęli wysiadać, mówiąc, że matka natura ich wzywa. Rzeczywiście, po drodze wypiliśmy po kilka piw, więc zasadnym było „pójść na stronę”. Widząc, gdzie oni idą, ja poszłam w przeciwną, znacząco oddalając się od samochodu. Wracając, podeszłam do samochodu, a tutaj chłopcy stoją jeden obok drugiego, jakby na coś czekali. Ja spojrzałam na nich, ale w tym momencie usłyszałam z ust gospodarza – sama zdejmiesz majteczki, czy Ci je mamy zdjąć – wskazując jednocześnie na stojący obok niewysoki stół. Popatrzyłam, a tam stół przykryty ręcznikiem Karola już na mnie czekał. Zdjęłam posłusznie majteczki, podeszłam do stołu i się na nim położyłam. Chłopcy przyciągnęli mnie bliżej krawędzi, tak, że unosząc moje nóżki, mieli swobodne wejście w Cipkę. No i mi doładowali. Pierwszy zaczął Marek, gdy dochodził byłam też mocno podniecona i głośno pojękiwałam. Gdy wszedł Karol dostałam orgazmu już nie jęcząc, a pokrzykując. Na koniec załadował się Gospodarz ze swoim nie małym argumentem, ja już tylko krzyczałam w obłędnej ekstazie. Skończyli, ja owinęłam się w ręcznik i tak dojechaliśmy pod mój dom. Tam wysiadłam, podziękowałam za spływ i „zakończenie turnusu”, mówiąc jednocześnie, że ja już z domku nie wychodzę i wstaję dopiero na śniadanie. Weszłam do domku i padłam na łóżko. Nie da się ukryć, że takie trzy strzały, jeden za drugim mocno czułam. Dopiero po chwili wstałam, umyłam się i położyłam spać. Długo nie mogłam usnąć, czując cały czas w sobie ten potrójny szturm, aż w końcu usnęłam. Obudziłam się rano w zupełnie dobrym nastroju, co nie oznacza, że jeszcze nie czułam „wspomnień wczorajszego dnia”. Poszłam na śniadanie, po czym zarządziłam sobie błogie lenistwo do obiadu. Po obiedzie spakowałam rzeczy, pożegnałam się, wsiadłam w samochód i wróciłam do domu. Żegnając się z Gospodarzami wyraziłam swoje podziękowanie za gościnę, mówiąc jednocześnie, że będę chciała jeszcze kiedyś do nich przyjechać. Po powrocie do domu zaczęłam pewnego rodzaju analizę. Kiedyś słyszałam, że kobiety używają różnych „zabawek”, aby się podniecić podczas różnych pieszczot. Ja do tej pory tego nie stosowałam i trzeba było pojechać w Bory Tucholskie po to, aby dwaj młodzi chłopcy pieścili się „ekologicznymi zabawkami”
z dojrzałą kobitą, udowadniając jej, że to też daje przyjemność.

Śmieszny wiersz erotyczny

Reading Time: 6 minutes

Mrok wieczorny, – babcia siwa Przy kominku glowa kiwa.
Nos jak haczyk, okulary.
Cos tam mruczy babsztyl stary.
Snuje bajdy niestworzone
O krolewnie Pizdolonie,
O trzech braciach jak niewielu,

O matuli ich z burdelu.
Opowiada stare dzieje…
A na dworze wicher wieje.
Siadzcie spolem panny, smyki,
Mlodojebce, stare pryki
I nadstawcie dobrze uszy!
Choc na polu sniezek proszy
W domu cieplo i wygodnie…
Zostaw pan w spokoju spodnie!
Bo zawolam zaraz Mamy!
Cyt! Uwaga! Zaczynamy!

Za lasami, za gorami
Za morzami, za rzekami

Krol na lzy kurewskie czuly,
Kazal dac ze swej szkatuly
Kazdej kurwie po dukacie,
Po czym zamknac sie w komnacie
I tam siedziac przez dzien caly,
Az mu jaja posiwialy.

Krol, poplakal ze zmartwienia,
Zamknal corke do wiezienia,
By sie wiecej nie puszczala.
Tam codziennie dostawala,
Procz swietnego utrzymania,
Tysiac swiec do branzlowania,
Wazeliny beczke cala…
Lecz jej tego bylo malo.
Ciagle placze, ciagle krzyczy:
‘To za malo dla mej piczy!’

W nocy zas przywolal swego
Astrologa nadwornego,
By ten patrzac w gwiezdne szlaki
Znalazl wreszcie sposob jaki,
By krolewne mozna bylo
Dobrowolnie, czy tez sila
Wrocia znwo do cnoty granic,
A gdy to sie nie zda na nic,
Niech przynajmniej w swojej sferze
Oblapnikow sobie bierze…,

Wiec astrolog wziawszy lupe,
Zajrzal raz krolewnie w dupe,
Dwukrotnie cyrklem pizde zmierzyl,
Po czym zamknal sie na wiezy.

Tak byl w pracy pogazony,
Taki przy tym roztargniony,
Ze szukajac gwiazd na niebie
W roztargnieniu sral pod siebie.
Krecil, wiercil teleskopem,
Wreszcie wrocil z horoskopem
I rzekl: ‘Smetna wiesc, niestety
objawily mi planety,
Ze krolewny nic nie wstrzyma.
Na jej szal lekarstwa nie ma,
Chyba, ze sie znajdzie jaki,
Tegi jebak nad jebaki,
Ktory ja tak zerznie pieknie,
Ze krolewnie pizda peknie.
Na kawalki sie rozwali.
Zywym ogniem sie zapali,
Wtedy bedzie Pizdolona
Z czaru swego wyzwolona
I znow stanie sie prawiczka
Z malusienka, ciasna piczka’

Wszystkim bylo ogloszone,
Ze kto zbawi Pizdolone
Ten otrzyma za podzieke
Pol krolestwa i jej reke,
Wiec zjezdzaja sie jebacze,
Czarodzieje, zaklinacze,
Rycerze i krolewicze,
By krolewnie zerznac picze!
Kazdy swoich sil probuje,
Lecz chociaz tegie mieli chuje
Na nic to sie wszystko zdalo,
Bo jej ciagle bylo malo.

…A tymczasem heroldowie
W calym kraju, w pismie, w mowie,
Wiesci dziwne rozglaszali
Coraz dalej, dalej, dalej…
Az dotarly hen daleko,
Gdzie za siodma gora, rzeka,
Stala sobie mala chatka,
W niej mieszkala stara matka
Ze synami swymi trzema,
Ktorym dzielny, tegi, zwinny,
ale kazdy z nich byl inny
I w tym nie ma nic dziwnego:
Kazdy z ojca byl innego,
Bo w mlodosci swojej czasie
Matka strasznie puszczala sie.
Byla strozka przy burdelu
I kochankow miala wielu.
Syn najstarszy mial chuj dlugi
I gruby na ksztalt maczugi,
A po bokach jego byly
jak postronki – grube zyly,
Jakies wezly, jakies guzy –
Jaja mial jak dwa arbuzy!
A ze ciagle mu bez mala
ta ogromna pyta stala,
Chujogromem go nazwano!,

Pizdoliza nosi miano
Syn nastepny, bo lizanie
Stawial wyzej nad jebanie,
I nie bylo mistrza w swiecie,
By przescignal go w minecie.

Ciesza matke takie dzieci,
Lecz niestety – smuci trzeci,
Ktory rodu byl zakala,
Bo mial kuske calkiem mala,
Cienka, krotka na ksztalt glisdy
I nie palil sie do pizdy.
Dobrze, ze z matczynej woli
Raz w miesiacu popierdoli.
A ze malo tak oblapia,
Bracia mieli go za gapia.
No i matka nawet z czasem
Nazywala go Gluptasem.,

Tak im slodko zycie idzie,
Ani w zbytku, ani w bidzie.
Starsze bowiem dwa chlopaki
Zarabialy w sposob taki,
Ze cnotliwe starsze panie
Braly ich na utrzymanie.
A i matka, chociaz stara,
Dala dupy za talara,
Na stojaka, gdzies w klozecie…
Lecz najmlodszy, glupek przecie,
Chociaz podobal sie niewiastom –
Dawal dupy pederastom
I ku matki wielkiej zlosci
Nie bral nic od swoich gosci.
Az dotaral i w ich strony
Wiesc o losie Pizdolony.
Na pieniadze wiec lakoma
Wola matka Chujogroma
I tak rzecze: ‘Ty, moj synu
Idz! Dokonaj tego czynu!’

Syn usluchal rady matki.
Zaraz wlozyl czyste gatki.
Wymyl chuja – i bez zwloki
Ra1no ruszyl w swiat szeroki.

A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
branzlowala Pizdolona.
Pyta debem mu stanela,
Wiec sie ostro wzial do dziela
I za pierwszym sztosem leci
Blyskawicznie drugi, trzeci,
Czwarty, piaty – az nareszcie
Wyrznal sztosow tysiac dwiescie
I utraci sile cala –
A krolewnie wciaz za malo!

Tak byl przy tym oslabiony,
Ze zlezc nie mogl z Pizdolony,
I musialy dworskie ciury
Sciagac go za dupe z dziury,
I zaniesli omdlalego
Do szpitala zamkowego
A krloewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!,

Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje – czas ucieka,
Chujogroma matka czeka,
Basn sie baje – czasu ni ma –
Cos nie widac skurwysyna.

Az ja doszly straszne wiesci…
Powstrzymujac lzy bolesci,
Pizdoliza matka wzywa
I w te slowa sie odzywa:
‘Bratu, rzecz to nie do wiary,
Nie udaly sie zamiary.
Kutas zmarnial mu, niestety –
Idz wiec ty, sprobuj minety!’

I pizdoliz wnet bez zwloki,
ruszyl predko w swiat szeroki.
W koncu zaszedl ldo stolicy.
Tam sie udal do ciemnica
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Branzlowala Pizdolona.

Zaraz ja za picze lapie
I minete tego chlapie.
Jezyk jego na ksztalt weza
To sie spreza, to rozpreza,
To sie wije jak sprezyna,
W pizde wwiercaa sie zaczyna,
Kreci na ksztalt kolowrotka
To od zewnatrz, to od srodka.
Doba wciaz za doba mija –
On jezorem wciaz wywija.
Az utracil sile cala.
A krolewnie wciaz za malo!.

Tak byl przy tym oslabiony,
Ze zlezc nie mogl z Pizdolony,
Wiec i jego dworskie ciury
Sciagnely za dupe z dziury,
I wyniosly omdlalego,
Do szpitala zamkowego.
A krolewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!,

Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje – czas ucieka,
Pizdoliza matka czeka,
I juz martwic sie zaczyna –
Cos nie widac skurwysyna.
Ze zlosci zaciska zeby,
Ze dwoch synow, niby deby,
Losy wziely jej zdradziecko.
‘Jedno mi zostalo dziecko,
I do tego calkiem glupie’
…Gluptak mial to wszystko w dupie –

Raz w niedziele po jedzeniu
Chcial pochrapac sobie w cieniu
Cos mu jednak spac nie daje,
Cos go ciagle gryzie w jaje.
Wiec sie predko zrywa z trawy,
A tu sie po jajach szwenda
Niby chrabaszcz – wielka menda!
Gluptak juz rozpinal gacie,
By ja otruc w sublimacie,
Gry wtem menda nieszczesliwa
Ludzkim glosem sie odzywa:
‘Czemu pragniesz mojej zguby?
Nie zabijaj chlopcze luby!
Menda tez stworzenie boze,
Ze inaczej zyc nie moze
I ze czasem w jajo utnie –
Nie gub ze jej tak okrutnie!’
Gluptak mysli: ‘Coz to zlego?
Nie zje przeciez mnie caelgo…
I pocierpiec troche moge,
Idz wiec dalej w swoja droge!’

A tu nagle menda znika
I zmienia sie w czarownika,
Czarownika – czarodzieja,
I do swego dobrodzieja,
Co sie w strachu z miejsca zrywa,
W takie slowa sie odzywa:
‘Ze litosci miales wzgledy
Dla bezbronnej, slabej mendy
I zes jej darowal zycie –
Wynagrodze cie sowicie.
Dam ja ci wskazowki pewne
jak spierdolic masz krolewne.
Sil twych malo tu potrzeba,
Dam kondoma – samojeba,
Ktory ma te dziwna sile,
Ze gdy wlozysz na swa zyle
I rozkazesz – on za ciebie
sztos za sztosem ciagle jebie
Czarodziejska moca cudna!
Ale zdobyc go jest trudno…
Dupa strzeze go zakleta,
Na przechodniow wciaz wypieta,
Z ktorej moca zlego ducha
Ustawicznie ogien bucha.
I czy z bliska, czy z daleka,
Zarem swoim wszystko spieka.
I w tym mocnym, wielki zarze
Dupa sie calowac kaze
Lecz gdy powiesz do niej slowa:
‘Niech sie ogien w dupie schowa!
Sama sie pocaluj wlasnie!’
– Wtedy ogien w dupie zgasnie.
I powoli, z dobrej woli,
Kondom zabrac ci pozwoli.,

Za twa dobroc ja ci moge
Do tej dupy wskazac droge.
Wez ten klebek z soba razem,
On ci bedzie drogowskazem!
Rzuc na ziemie i idz wszedzie,
Gdzie sie klebek toczyc bedzie.
Lecz pamietaj zawsze swiecie
Czarodziejskie to zaklecie!’
Tu czarownik, niby mara,
Zniknal, rozwial sie jak para.
Gluptak wstaje ucieszony,
Bierze klebek, rozbawiony,
I nie mowiac nic nikomu
Po kryjomu znika z domu.

Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje.
Gluptak idzie, nie ustaje,
Coraz nowe mija kraje.

Gdy stu granic minal slupy
Zaszedl wreszcie az do dupy,
Z ktorej ogien wieczny tryska.
A podszedlyszy do nie z bliska,
Rozzarzonej nad pojecie,
Czrodziejskie swe zaklecie
Gluptak z calej sily wrzasnie:
�Sama sie pocaluj wlasnie!’
Wtedy dupa zawstydzona,
Puscila go do kondoma.
Wiec z kondomem, ucieszony,
Pedzi wnet do Pizdolony.

A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy,
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Branzlowala Pizdolona.
Wklada kondom, niecierpliwy,
A tu patrzcie – czary, dziwy!
Chuj, co zawsze byl jak z ciasta,
Na sto chujow sie rozrasta.
Kazdy gruby, jak ta bela,
Kazdy picze jej rozdziera,
Kazdy twardy, jak ze stali,
Kazdy dlugi na sto cali!
Wszystkie chuje, z calej sily,
Na krolewne uderzyly.
Kazdy jej sie w pizde wwierca,
Kazdy koncem siega serca,
Kazdy jej sie w piczy grzebie,
Kazdy jebie, jebie, jebie…
Az krolewna Pizdolona
Rozjebana, spierdolona,
Ze zmeczenia ledwo zywa,
Krzyczy: – ‘Cipa sie rozrywa!’
Takie przy tym tarcie bylo,
Ze sie w dupie zapalilo.
Zeby zgasic pozar ciala,
Straz zamkowa przyjechala
Z toporami, z bosakami,
Sikawkami i kublami,
Slowem – z calym inwentarzem
Uzywanym przy pozarze.
I po dlugiej, ciezkiej pracy
Ugasili go strazacy.,

Tak zostala Pizdolona
Z czaru swego wybawiona,
I znow stala sie prawiczka
Z malutenka, ciasna piczka.
Gluptas dostal zas w podziece
Pol krolestwa i jej rece.
Krol byl taki ucieszony,
Ze zbawienia Pizdolony,
Ze pomimo swej starosci
Kapucyna rznal z radosci,
Mimo ze juz nie byl mlody.
Potem zas wyprawil gody
Gluptakowi z Pizdolona –
Mnie na gody zaproszono.,

Wiec jak mowie, tez tam bylem.
Jadlem, pilem, pierdolilem,
Bawilem sie z nimi spolem,
Az zasnalem gdzies pod stolem.

Oto co sprawila menda –
Na tym konczy sie legenda.